Wzory i kolory

Jest okazja do postawienia kropki nad właśnie minionym królewskim jubileuszem. Mimo, że o kolorach strojów Elżbiety II pisałam tu niedawno to warto wrócić do tematu, który okazuje się być mocno inspirujący. Firma Pantone (światowy autorytet w dziedzinie kolorów) oraz agencja reklamowa Leo Burnett London wspólnie wydały limitowaną serię wzornika kolorów pod nazwą Diamond Jubilee Colour Guide, który prezentuje „najbardziej zapadające w pamięć wybory kolorystyczne królowej od czasu jej koronacji”.

Każdy z prezentowanych kolorów ma oczywiście przyporządkowany numer ze skali Pantone oraz własną nazwę. Autorzy wskazują też, które kolory – ich zdaniem – są najbardziej godne uwagi oraz przypominają, kiedy królowa je wybrała. Całość dopełnia krótka charakterystyka każdego z nich.  I tak na przykład Primrose Yellow (PANTONE 13-0755)  to kolor wybrany przez królową na ślub księcia Williama z Kate Middleton w 2011. Z opisu wynika, że „żółty jest kolorem, który przemawia do przyszłości z nadzieją i optymizmem, dopełnia radosny nastrój okazji, jest kolorem dobrze widocznym (odpowiednim dla królowej) a jednocześnie nie odwracającym uwagi od panny młodej”.

Diamond Jubilee Colour Guide informuje również, że niebieski uspokaja i łagodzi stresy, więc to właśnie w nim można było zobaczyć królową w trudnych momentach jej panowania. Z kolei noszenie różowego ma podkreślać, że Elżbieta II jest monarchinią nowoczesną. Natomiast na przełomową, bo pierwszą od odzyskania niezależności, wizytę w Irlandii królowa wybrała zielony w odcieniu Ice Green (PANTONE 13-5414) jako „symbol nowego otwarcia”.

W materiałach prasowych firmy Pantone można znaleźć informację, że wzornik (umieszczony w specjalnym pudełku) został zaprezentowany królowej.

Jest więc nadzieja, że Elżbieta II doceni estetyczną stronę projektu i być może nawet odetchnie z ulgą, że choć jeden gadżet upamiętniający jej jubileusz nie jest kolejnym koszmarnym talerzem, kubkiem czy solniczką.

Grafika/video: PANTONE, Leo Burnett London

Reklamy
Opublikowano inspiracje, symbol | Otagowano

Widocznie niewidoczne

W skład receptury wchodzą proste składniki: stara jak świat nieposkromiona ciekawość plus nowoczesna technologia. A konkretnie specjalne ekrany LCD, które tylko pozornie nie wyświetlają niczego. Do tego gadżet w postaci okularów polaryzacyjnych. Akcję wystarczyło nagrać i wrzucić do sieci pod chwytliwym tytułem „pierwsza na świecie niewidoczna reklama” a o zaprezentowanych w Sydney nowych dezodorantach Lynx Anarchy mówi już cały świat. Viral jest sprawnie przygotowany, mógłby nawet uchodzić za reportaż, gdyby reżyser castingu nie przedobrzył z doborem obsady „przypadkowych przechodniów” – wszyscy przypadkowo młodzi i piękni, wzorcowa reprezentacja grupy docelowej. Pomysł chwytliwy, bo któż by nie chciał zobaczyć niewidzialnego?

Wygląda na to, że gdy powszechna żądza ekspozycji sięga zenitu, łatwiej być zauważonym udając niewidzialnego.

Żeby jednak australijscy marketerzy za szybko nie popadli w samozachwyt trzeba im przypomnieć, że u nas takie numery zna się i stosuje się od dawna. Jako dowód Cezary Pazura w filmie „Zakochani” popisujący się przed Magdaleną Cielecką tatuażami widocznymi tylko w ultrafiolecie. Show zaczyna się w 51 minucie filmu! 🙂

Video: Lynx Effect Australia, Monolith Films

Opublikowano strategie, trendy | Otagowano ,

Transmisja bezpośrednia na cały kraj

Alegoryczne przedstawienie współczesnych mediów oraz ich nieuniknionej przyszłości to powód, żeby obejrzeć jeden z głośniejszych filmów tego sezonu – The Hunger Games. Polskie tłumaczenie tytułu – „Igrzyska Śmierci” – pomijam celowo, ponieważ brzmi jak zwykle czyli jak gwoździem po szkle. Zawsze chciałam poznać jakiegoś tłumacza filmowych tytułów i zapytać jak to się robi, żeby potencjalnego widza odstraszyć, wprowadzić w błąd lub – najgorsza opcja – ujawnić zakończenie. Drugi element odstraszający to niestety ogólnoświatowa strategia promocyjna filmu czyli pozycjonowanie The Hunger Games (i całej trylogii, którą film otwiera) jako następcy obrazów -„kultowych” głównie wśród młodszych nastolatków – takich jak Harry Potter oraz saga Zmierzch. Moim zdaniem pomysł mało uzasadniony i tym samym kolejny strzał w kolano. Trzecim był plakat i oficjalne fotosy wykorzystane w prawie każdej gazecie – dziewczyna mierząca z łuku sugeruje feministyczną wersję przygód w lesie Sherwood. Na szczęście nic z tych rzeczy. Gdy ktoś już przebije się przez te wstępne marketingowe przeszkody, ma szansę zobaczyć media przyszłości w krzywym zwierciadle.

Wizja futurystyczna, ale przerażająco znajoma. Dużo więcej fajerwerków, ale i dużo większe skutki uboczne, z którymi nawet Woody Harrelson (znowu on!) radzi sobie średnio.

Jedno jest pewne, odwieczna potrzeba wyrażona prostym hasłem „Chleba i igrzysk!” właściwie się nie starzeje. Jedyną różnicą jest to, że gladiatorzy przyszłości muszą być coraz lepiej „wystylizowani”, ponieważ jakości HD nie da się oszukać.

Foto/video: LIONSGATE

Opublikowano film, symbol | Otagowano

Przypadki Sarah z Alaski

Czy gdyby odróżniała Irak od Afganistanu i miała pojęcie o tym, że Wielką Brytanią rządzi premier to John McCain zostałby prezydentem? A gdyby nigdy nie dołączyła do jego ekipy to jak wyglądałaby rywalizacja McCain – Obama? Takie pytania (i wiele innych) prowokuje Jay Roach swoim filmem „Game Change”.

Mimo, że w roli przebojowej gubernator Alaski obsadzono powszechnie znaną gwiazdę, trudno w niej rozpoznać Julianne Moore. Od pierwszych minut na ekranie widzimy prawdziwą Sarah Palin. Film o kreowaniu wizerunku w czasach komunikacji permanentnej i o tym, co dzieje się za kulisami walki o władzę nad światem.

Życie kolejny raz przerosło fikcję,  za wszystkie sznurki pociąga Woody Harrelson a motywację „dla kraju, dla sprawy” wypierają osobiste ambicje. Mimo, że to o wyborach w 2008 to nadal bardzo aktualne.

Grafika/video: HBO

Opublikowano film, inspiracje, strategie | Otagowano ,

Kolor ma znaczenie

Najnowsze wydanie brytyjskiego VOGUE’a kończy barwna paleta, która jest procentowym zestawieniem strojów królowej na przestrzeni ostatniego roku. Pytanie, dlaczego Elżbieta II podczas oficjalnych uroczystości wybiera monochromatyczny total look w papuzich kolorach, zadawano już wiele razy. Odpowiedź zawsze jest taka sama: żeby każdy z licznie zgromadzonych wiernych poddanych mógł ją dobrze widzieć z daleka.

Z zestawienia wynika, że królowa najczęściej wybiera niebieski. I to nie tylko ten w odcieniu royal blue. Chętnie sięga też po inne kolory tęczy, których nasycenie oscyluje od jasnych pasteli aż po bardzo intensywne odcienie. Jeśli wzory, to zdecydowanie kwiatowe. Stałym elementem każdej stylizacji jest potrójny sznur pereł, który jak widać pasuje do wszystkiego. Uniwersalne są również czarne pantofle oraz czarne torebki, zawsze w tym samym fasonie. Według kolorystycznego klucza dobierane są pozostałe dodatki: broszki, kapelusze (a na nich pióra i kwiaty), rękawiczki i parasolki.

W 60 roku panowania i 86 roku życia Elżbieta II nie zamierza tonować swojego wizerunku ani specjalnie dostosowywać go do stereotypów związanych z wiekiem. Co roku w czerwcu, z okazji oficjalnych obchodów jej urodzin, odbywa się słynna wojskowa parada Trooping the Colour. Przez 36 lat królowa dokonywała przeglądu wojsk jadąc konno w paradnym, najczęściej czerwonym, mundurze. Od 1987 roku przyjeżdża karocą, w „cywilnym” stroju. Ciekawe na jaki kolor postawi tym razem i ciekawe czy można już to obstawiać u brytyjskich bukmacherów.

Grafika/foto: VOGUE UK, AP Photo/Tim Graham Picture Library

Opublikowano inspiracje | Otagowano ,

Leonardo zawsze w modzie

Włoska firma Gherardini ma mocną pozycję na rynku galanterii skórzanej. W skład grupy, oprócz tej flagowej marki, wchodzą również dobrze znane i uznane Braccialini i Francesco Biasia. Oferta poszczególnych linii jest bardzo różnorodna – od klasyki, poprzez najnowsze trendy, aż do szalonych kolekcji, z których słynie Braccialini. Jeśli ktoś szuka wyjątkowej torebki, która z daleka będzie informowała o nieprzeciętnej osobowość jej właścicielki, na pewno tu ją znajdzie. Bohaterowie kreskówek, kwiaty, owoce, warzywa czy zwierzęta to tylko niektóre z inspiracji projektantów (ale o tym przy innej okazji).

Jeśli szukać wspólnego mianownika, na którym opiera się komunikacja budującą wizerunek całej grupy Gherardini, to główne przesłanie wydaje się być dość oczywiste: włoski szyk i włoskie rzemiosło. Problem w tym, że te proste – i niegdyś działające z całą mocą – hasła są dziś masowo nadużywane. Aby podkreślić, że za marką Gherardini rzeczywiście stoi tradycja i rękodzielniczy kunszt na najwyższym poziomie firma uderzyła w największy możliwy dzwon – zbudowała link między swoim brandem a marką wszech czasów czyli samym Leonardo da Vinci.

Założenie strategiczne oparto na szkicu damskiej torebki niedawno odnalezionym w przepastnych archiwach Mistrza.

We współpracy z Museo Ideale Leonardo da Vinci firma Gherardini stworzyła wielopłaszczyznowy projekt La Pretiosa di Leonardo, którego marketingowe odnogi pozwoliły na szerokie nagłośnienie najważniejszych wartości marki. Na podstawie szkicu powstał projekt a następnie ręcznie wykonana torebka, która została zaprezentowana na specjalnej wystawie we florenckiej akademii sztuk pięknych. Wernisaż zbiegł się w czasie ze słynnymi targami Pitti, które ściągają do Florencji tysiące koneserów piękna, mody i designu.  Do tego szerokie publicity, specjalna strona internetowa oraz film, który pokazuje precyzję ręcznego wykonania i kunszt rzemieślników pracujących dla Gherardini.

Ocena urody torebki jest sprawą indywidualną. Jeśli komuś się podoba, jest dostępna od ręki w internetowym sklepie luisaviaroma.com, za niecałe 13 tysięcy złotych.

Aby marketingowy koncept zatoczył idealne koło warto jeszcze dodać na marginesie, że pewności nie ma, ale być może projekt ten Leonardo naszkicował dla swojej modelki, dziś powszechnie znanej jako Mona Lisa. Najwięcej źródeł mówi, że do obrazu pozowała pani Gioconda, z domu – nomen omen – Lisa Gherardini.

Foto/video: Gherardini, luisaviaroma.com, FashionIllustrated

Opublikowano inspiracje, strategie, symbol | Otagowano ,

Podpisane kredką kreatora

Zwykła butelka wody mineralnej ozdobiona ręką kreatora natychmiast staje się niezwykła. Unikatowa, limitowana i oczywiście wielokrotnie droższa. Mimo ceny taka woda sprzedaje się jak świeże bułeczki. Wie o tym firma evian, która od kilku lat współpracuje z największymi kreatorami mody. Najnowszą dizajnerską butelkę sygnuje André Courrèges. Wcześniej byli to tacy mistrzowie jak Christian Lacroix, Jean Paul Gaultier, Paul Smith i Issey Miyake. Wszyscy równie sławni jak sama woda evian, której strategie i pomysły marketingowe zawsze zdecydowanie wyprzedzają konkurencję.

Artystycznie dopracowana butelka w żaden sposób nie wpływa na zmianę smaku wody. Na szczęście! Bo smak wody evian (czyli całkowity brak jakiegokolwiek smaku)  jest – moim zdaniem – dla wody mineralnej smakiem idealnym.

Osobiste zaangażowanie kreatora w promocję takiej współpracy ma wielkie znacznie a butelka – nawet pusta – staje się przedmiotem pożądania.

Pierwsza w kolekcji, ozdobiona mroźnym wzorem zaprojektowanym przez Lacroix, nadal jest poszukiwana przez kolekcjonerów. A towarzysząca jej superlimitowana (99 sztuk) wersja haute couture już na starcie kosztowała kilka tysięcy euro za sztukę i dostępna była tylko na zapisy. Ale to już zupełnie inna bajka marketingowa.

Od współpracy ze światem mody nie stroni również Coca Cola. Limitowane serie sygnowali między innymi Nathalie Rykiel i Matthew Williamson.

Wielbiciel ekstremalnie szczupłych sylwetek, Karl Lagerfeld, zdecydował się na taką współpracę już dwukrotnie promując oczywiście wyłącznie colę w wersji light.

Czy dizajnerska Coca Cola smakuje inaczej? Nie ma co nad tym dywagować – smakuje tak samo. Ale zaspokaja znacznie więcej pragnień przeciętnego konsumenta. Tego typu współpraca to kolaboracja gigantów, którzy wiedzą, że rynek masowy niczego nie pragnie bardziej niż odrobiny luksusu. 

Coca Cola i evian to produkty z własną legendą, ale jednocześnie to przecież zwykłe produkty codziennego użytku. Wierni klienci-konsumenci i tak kupią ulubiony napój. Jednak za limitowane serie są gotowi zapłacić więcej, bo mają poczucie, że dużo więcej tym razem dostaną. Opakowanie zaprojektowane przez słynnego projektanta na chwilę zbliża do – obserwowanego zazwyczaj z oddali – świata wielkiej mody i wielkich pieniędzy.

Taka marketingowa akcja specjalna to pretekst, żeby o marce mówiło się dużo i wszędzie. Ciekawostka z udziałem znanej postaci budzącego wielkie emocje świata mody przyciąga uwagę a butelka (po prostu butelka!) przez chwilę jest w centrum zainteresowania. Co na tym zyskuje projektant? Jeszcze większą rozpoznawalność, która na pewno się przyda, gdy trzeba będzie zainteresować potencjalnego klienta flakonem autorskich perfum albo inną drobną namiastką wielkiego luksusu.

Zwykle taka – oparta na „sygnowaniu” – współpraca (jeśli dobrze zaplanowana) opłaca się obu stronom.  Potwierdza to powtarzalność podejmowanych akcji i kolejne nazwiska znanych kreatorów gotowych złóżyć swój drogocenny podpis na masowym produkcie.

Zapewne z czasem „sygnowanie”,  jak każdy ślepo naśladowany trend, dotrze do ściany i z hukiem się od niej odbije. Nasycony rynek masowy będzie miał już serdecznie dość topowych kreatorów gotowych na symbiotyczne z nim współistnienie. A może być też tak, że przy okazji powstanie całkiem nowa jakość i szersze zastosowanie zyska pomysł, który już jakiś czas temu zaczął testować Marc Jacobs, projektując i sygnując swoim nazwiskiem ten uroczy produkt codziennego (dla niektórych) użytku? 

Rozpoznawalność i pozytywne skojarzenia z brandem budowane z pokoleniowym wyprzedzeniem – to jest dopiero dalekowzroczna strategia! 🙂

Foto: evian, BevWire, Coca Cola, Marc Jacobs

Opublikowano strategie, trendy | Otagowano