Transmisja bezpośrednia na cały kraj

Alegoryczne przedstawienie współczesnych mediów oraz ich nieuniknionej przyszłości to powód, żeby obejrzeć jeden z głośniejszych filmów tego sezonu – The Hunger Games. Polskie tłumaczenie tytułu – „Igrzyska Śmierci” – pomijam celowo, ponieważ brzmi jak zwykle czyli jak gwoździem po szkle. Zawsze chciałam poznać jakiegoś tłumacza filmowych tytułów i zapytać jak to się robi, żeby potencjalnego widza odstraszyć, wprowadzić w błąd lub – najgorsza opcja – ujawnić zakończenie. Drugi element odstraszający to niestety ogólnoświatowa strategia promocyjna filmu czyli pozycjonowanie The Hunger Games (i całej trylogii, którą film otwiera) jako następcy obrazów -„kultowych” głównie wśród młodszych nastolatków – takich jak Harry Potter oraz saga Zmierzch. Moim zdaniem pomysł mało uzasadniony i tym samym kolejny strzał w kolano. Trzecim był plakat i oficjalne fotosy wykorzystane w prawie każdej gazecie – dziewczyna mierząca z łuku sugeruje feministyczną wersję przygód w lesie Sherwood. Na szczęście nic z tych rzeczy. Gdy ktoś już przebije się przez te wstępne marketingowe przeszkody, ma szansę zobaczyć media przyszłości w krzywym zwierciadle.

Wizja futurystyczna, ale przerażająco znajoma. Dużo więcej fajerwerków, ale i dużo większe skutki uboczne, z którymi nawet Woody Harrelson (znowu on!) radzi sobie średnio.

Jedno jest pewne, odwieczna potrzeba wyrażona prostym hasłem „Chleba i igrzysk!” właściwie się nie starzeje. Jedyną różnicą jest to, że gladiatorzy przyszłości muszą być coraz lepiej „wystylizowani”, ponieważ jakości HD nie da się oszukać.

Foto/video: LIONSGATE

Ten wpis został opublikowany w kategorii film, symbol i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.